Szyję i szyję te okładki... już powstało kilka prototypów. Niby rzecz prosta, niby filozofii nie ma, a jakoś tak zwoje moje mózgowe dopiero po trzecim źle uszytym okładziszonie wpadły na to, że tutaj przeszyć, a tutaj nie, tam zagiąć, tam zaznaczyć.
Jestem bardzo miła i grzeczna i z przyjemnością przedstawię Wam cały prosty proces powstawania truskawkowego okladziszona.
ZACZYNAMY:
1. Potrzebujemy dwa kawałki materiału, okładka jest zupełnie dwustronna, więc nie przejmujcie się tym, który się Wam bardziej podoba.
2. Mierzymy nasz zeszyt...czy inne stworzenie które chcemy obłożyć. Pamiętajmy o zmierzeniu grzbietu - jeżeli takowy posiada.
Potrzebne wymiary to:
- wysokość plus zapasy na szwy (u mnie 14+2 cm),
- długość całości (tył, przód i grzbiet) plus zapasy na założenia, najlepiej żeby zajmowały około połowy długości okładki (u mnie 30+9+9 cm).
3. Wycinamy prostokąt o właściwych wymiarach. Ja cięłam od razu z dwóch warstw materiału - a co!
4. Kładziemy wykrojone części prawymi stronami do siebie i zszywamy krótsze boki - tylko zabezpieczcie początek i koniec szwu!
5. Wywlekamy całość na prawą stronę i chwytamy żelazko! Zaprasowujemy szwy, składamy okładkę na pół i prasujemy kant złożenia - przyda się. Później przymierzamy naszą okładkę do zeszytu i zaginamy zakładki, tak jak powinny być przyszyte, pamiętając że wyprasowany kant (środek okładki) musi znajdować się na środku grzbietu. Miejsca przyszycia zakładek zaznaczamy szpilkami i zaprasowujemy.
6. Teraz wyższa szkoła jazdy! Wywracamy całość na lewą stronę i posługując się wcześniej zaprasowanymi kantami układamy założenia do środka okładki. Wiem że może się to wydawać niejasne...ale mam nadzieję, że pomogą Wam zdjęcia
7. Szycie ostateczne - pamiętajcie o zostawieniu otworu, który umożliwi Wam wywinięcie bebechów na prawą stronę mocy. Po wszystkim...zaszyjcie go techniką dowolną!
8. Poklepcie się po plecach z pomrukiem uznania!
9. I posprzątajcie wreszcie po tym Waszym szyciu!